Swędzenie.
To jedyna uniwersalna prawda dla wszystkich, którzy przeżyli ospę wietrzną. Cira Divita zachorowała w wieku trzech lat. Pamięta to swędzenie. Pamięta też, że nosiła rękawice kuchenne. Zrobiono to, aby zapobiec zadrapaniu wysypki.
Rodzice celowo ją zarazili.
Drugim ogniwem tego łańcucha była Divita. Najpierw zachorowała od znajomego. Następnie rodzina zabrała ją do kuzynki, aby dalej rozprzestrzeniać infekcję. Logika wydawała się wówczas prosta: skoro choroba jest nieunikniona, niech dopadnie dziecko teraz, póki jest małe.
“Myślę, że łańcuch był kontynuowany. Mojemu kuzynowi prawdopodobnie udało się też przekazać infekcję komuś innemu.”
Wydaje się, że te czasy należą już do przeszłości. Teraz są szczepionki. Pokolenie X i milenialsi pamiętają ten rytuał. Jednak większość współczesnych rodziców nie ma pojęcia, jak to wyglądało.
Ale nawyki trudno umierać. A wirusy to przebiegłe stworzenia czekające na skrzydłach.
Stara logika
Ospa wietrzna nie ma nic wspólnego z ptakami. Nazwa mogła pochodzić od pois chiche, francuskiego słowa oznaczającego ciecierzycę. Pęcherze na skórze przypominały fasolę.
W przypadku większości dzieci w Wielkiej Brytanii i USA infekcja była praktycznie gwarantowana przed okresem dojrzewania. Około 90% dzieci zachorowało. Wydawało się, że nie da się tego uniknąć.
Strach powodował nie tylko niedogodności, ale także możliwe komplikacje.
Maureen Tierney z Creighton University wyjaśnia tę logikę. W tamtych czasach głównym wrogiem był wiek.
„Próbowałeś zadbać o to, aby dziecko zachorowało w momencie, gdy miało największe szanse na przeżycie choroby bez powikłań.”
U dorosłych pacjentów przebieg choroby był gorszy. Tierney wspomina przypadek, w którym zupełnie zdrowa osoba dorosła zmarła na zapalenie płuc wywołane ospą wietrzną. Ta historia prześladuje ją do dziś.
Dlatego rodzice organizowali takie spotkania.
Zrobili to nie w oparciu o zalecenia lekarskie, ale w oparciu o pogłoski z placów zabaw. Jeśli jedno dziecko zachorowało, przychodzili do niego przyjaciele. Celem było kontrolowanie środowiska. Rodzice wymienili się wskazówkami dotyczącymi stosowania balsamu galmanowego i czekali, aż gorączka ustąpi.
Myśleli, że to bezpieczne.
Ale tak nie było.
U jednego na tysiąc dzieci wystąpiły poważne powikłania: zapalenie płuc, zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, bakteryjne infekcje skóry. Nikt nie wiedział, które z dzieci wyzdrowieje w domu, a które trafi na oddział intensywnej terapii. Po prostu mieliśmy nadzieję na najlepsze.
Zmień statystyki
Szczepionki szybko zmieniły obraz.
Według Centrów Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) w Stanach Zjednoczonych liczba przypadków spadła o 97% od czasu udostępnienia szczepionki. Liczby globalne wyglądają podobnie.
- Urugwaj odnotował spadek o 94%.
- W Kanadzie – spadek o 93%.
- W Hiszpanii – spadek o 80%.
Masowe szczepienia dzieci zadziałały.
Jednak całkowite wyeliminowanie wirusa jeszcze nie nastąpiło.
W przypadku osób z niedoborami odporności ryzyko pozostaje wysokie. Istnieje również zagrożenie wtórne. Wirus może iść spać.
Pozostaje uśpiony przez dziesięciolecia. Następnie budzi się, zamieniając się w półpasiec. Powoduje to ból i uszkodzenie nerwów. Ostatnie badania sugerują, że może nawet zwiększać ryzyko udaru lub zawału serca.
Ironią jest to, że walka ze starym wirusem pomaga organizmowi w inny sposób. Nowe dowody sugerują, że szczepionki przeciwko półpaścowi mogą spowolnić proces starzenia lub zmniejszyć ryzyko demencji. Ochrona tych, którzy nie mogą zostać zaszczepieni, chroni wszystkich pozostałych.
Problem ze zwrotem?
Ale dlaczego ten temat znów staje się popularny?
Hanna Grebow Kuگل opublikowała niedawno post na TikTok. Żartowała, że „matki przyrodniki” organizują imprezy ospy wietrznej. Ton był sarkastyczny.
Ale publiczności nie było do śmiechu.
Rodzice na stronach grup na Facebooku wręcz o to proszą. W Wielkiej Brytanii właściciel lokalu odwołał zaplanowaną imprezę, nazywając organizatora szokującym i samolubnym.
Odzwierciedla to szersze obawy. Od czasu pandemii wzrosła niechęć do szczepień. Dla niektórych idea naturalnej odporności jest atrakcyjna. Wydaje się to prymitywne, ale bezpieczne.
To jest błędne.
Algorytmy cyfrowe zachęcają do szumu i zaangażowania. Dezinformacja rozprzestrzenia się szybciej niż fakty. WHO ostrzega przed konsekwencjami: epidemia odry w USA osiągnęła poziom nienotowany od 1991 roku. Prawie wyeliminowaliśmy tę chorobę. Teraz jesteśmy świadkami jego powrotu.
Lekarze są tym zaniepokojeni. Monitorują komentarze w Internecie.
Zamieniliśmy strach przed nieszkodliwą wysypką u dziecka na niebezpieczeństwo związane z zapomnianym patogenem. Myśleliśmy, że wygraliśmy.
Być może po prostu staliśmy się zbyt pewni siebie. Rękawice kuchenne zostały usunięte. Swędzenie pozostaje. A teraz? Ktoś pyta, kiedy następne spotkanie.





















