Pieniądze z ropy naftowej kupują przetwórców. Na nich budowane są pojemności serwerów. Przyciągają technologicznych gigantów.
Jednak nie położono wystarczającej liczby kabli światłowodowych.
Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie dokonują ostrego zwrotu w swojej strategii. Plan jest prosty: przestać eksportować wyłącznie ropę naftową i zacząć eksportować moc obliczeniową. Chcą stać się „dolinami krzemowymi” pustyni. Zbudowali jednak dom na piasku, położonym pod wodą, która jest zarówno zbyt płytka, jak i niezwykle niebezpieczna.
Cały ten model opiera się na komunikacji podwodnej.
95% danych międzynarodowych przesyłanych jest szklanymi arteriami.
Większość ruchu z Zatoki Perskiej przechodzi przez dwa wąskie gardła: Morze Czerwone i Cieśninę Gorzkią (Cieśnina Omańska). To już nie są tylko szlaki żeglugowe. To są geopolityczne szybkowary.
Na początku tego roku napięcie gwałtownie wzrosło. Iran zagroził poprowadzeniem przez cieśninę siedmiu kabli. Eksperci ostrzegali wówczas przed zagrożeniami. Ale prawie nikt ich nie słyszał. Tymczasem dostawcy chmur hiperskalowych – Amazon, Google, Microsoft – zaczęli już rozszerzać swoją obecność w regionie.
Nie tolerują opóźnień.
W przypadku zwykłego Internetu spowolnienie jest po prostu irytujące. W przypadku infrastruktury sztucznej inteligencji jest to bezpośrednia utrata przychodów. Modele AI wymagają stałych i ogromnych strumieni danych. Pęknij rurę, a biznes się zatrzyma.
Matematyka jest tutaj pesymistyczna. W 2023 r. dwie przerwy w kablach na Morzu Czerwonym kosztowały około 3,5 miliarda dolarów. A działo się to przed eksplozją popularności AI. A było to w czasach, gdy standardy komunikacji nadal uważano za „wystarczające”.
Teraz już takie nie są.
Nowe podejście do połączeń przewodowych
Dostawcy hiperskali wymagają nadmiarowości.
W Europie i na Pacyfiku główne trasy mają cztery lub pięć oddzielnych ścieżek fizycznych. Jeśli jeden z nich ulegnie awarii, dane zostaną automatycznie przekierowane do pozostałych. Jest to niewidoczne dla użytkownika.
W Zatoce Perskiej? To prosta linia przez strefę działań wojennych.
„Dostawcy hiperskali… potrzebują teraz wielu niezależnych ścieżek… i odporności na obciążenia geopolityczne”.
Imad Atwi, strategia i
Bertrand Klezka z Pioneer Consulting zauważa, że popyt zmienia się bardzo szybko. Kraje Zatoki Perskiej chcą różnorodności tras. Potrzebują własnej wersji transatlantyckiego zrównoważonego rozwoju. Ale mapę trudno jest przerysować.
Od lat kable naziemne w regionie umierają w kolebce. Polityka. Granice. Wojny.
Teraz te same bariery cofają się pod presją konieczności.
Nowe mapy
Tworzy się strategia trójpoziomowa. Przypomina grę w szachy toczącą się na popękanej ziemi.
- Poziom 1: Łączenie drogą lądową stacji lądowania w Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Omanie. Przeciąganie tego włókna przez Jordanię do Europy i Azji.
- Poziom 2: Ominięcie Egiptu. Nowe kombinacje kabli podmorskich i lądowych umożliwiające ominięcie Cieśniny Bab el-Mandeb.
- Poziom 3: Trasa północna. Irak. Syria. Indyk.
To odważne. To niebezpieczne. To już się dzieje.
Na przykład szlak syryjski jest teoretycznie bardzo potężny. W kablu naziemnym można obsłużyć 144 pary włókien. Standardowe kable podmorskie mają ich tylko 24. To sześciokrotnie większa pojemność w jednym kablu.
Jaki jest problem?
To jest na powierzchni.
Warkot. Rakieta. Zgubiony pocisk. Przetnij linię, a będziesz musiał szukać przerwy na odludziu. To nie jest abstrakcyjne zagrożenie.
Widzimy, jak kraje takie jak Irak i Syria zmieniają swój status z „stref konfliktu” na „krytyczną infrastrukturę cyfrową”.
Czy ktoś jeszcze jest tym zdezorientowany?
Zatoka Perska chce wymienić ropę na algorytmy. Przewody to nowe rurociągi. Rurociągi mogą eksplodować.
